O Miłości Boga i bliźniego.
Ks. prof. Tadeusz Borutka
15 marca 2025 – Homilia do AK w Warszawie
Wielki Post jest czasem uczenia się miłości. Okres przygotowujący na przeżycie tajemnic paschalnych pozwala bliżej przylgnąć do Boga i odkryć Jego bezgraniczną wolę ratowania człowieka uwikłanego w grzech. Solidarny Bóg w osobie Jezusa Chrystusa objawił światu swoją nieskończoną miłość. Syn Boży uniżył się, przyjmując postać stworzenia. Dlatego z takim wzruszeniem spoglądamy na Krzyż, na którym zawisło zbawienie świata, wywyższamy go, adorujemy i czcimy! Wielki Post zachęca nas właśnie, przez tradycyjne wskazania dotyczące życia chrześcijańskiego, abyśmy umacniali wiarę: bardziej uważnie i dłużej słuchali Słowa Bożego, brali udział w sakramentach, wzrastali w miłości do Boga i bliźniego, także poprzez konkretne zalecenia postu, pokuty i jałmużny.
Obchody Wielkiego Postu w Roku Jubileuszowym są cenną sposobnością do medytowania nad relacją między wiarą a miłością – między wiarą w Boga a miłością, która jest owocem działania Ducha Świętego i prowadzi nas drogą poświęcenia się Bogu i bliźnim. Wiara ukazuje nam Boga, który dał swojego Syna za nas, i tym samym budzi w nas zwycięską pewność, że to prawda, że Bóg jest miłością! Ona też pobudza do miłości! Jest światłem, w gruncie rzeczy jedynym, które wciąż na nowo rozprasza mroki ciemnego świata i daje odwagę do życia i działania. To pozwala zrozumieć, że zasadniczą postawą wyróżniającą chrześcijan jest właśnie „miłość oparta na wierze i przez nią kształtowana” (por. Deus caritas est, nr 7).
Całe życie chrześcijanina jest odpowiedzią na miłość Boga. Najpierw jest wiara w Boga, przyjęcie Jego miłości. Bóg jednak nie zadowala się tym, że przyjmujemy Jego darmową miłość, ale chce nas przyciągnąć do siebie, przemienić w sposób tak głęboki, abyśmy mówili za św. Pawłem: „teraz (...) już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2, 20). Dzięki miłości zostajemy do Niego upodobnieni, On w nas żyje i nas prowadzi, i czyni zdolnymi do miłości.
Chrześcijanin to osoba zdobyta przez miłość Chrystusa, dlatego też przynaglany przez tę miłość – caritas Christi urget nos (’Miłość Chrystusa nas przynagla’) (2 Kor 5,14) – jest otwarty w głęboki i konkretny sposób na miłość bliźniego. Taka postawa rodzi się przede wszystkim ze świadomości, że jesteśmy kochani przez Pana, że nam przebacza, a nawet służy nam, pochyla się, aby umyć nogi apostołom, i ofiarowuje samego siebie na krzyżu, aby przyciągnąć ludzkość do miłości Bożej. W istocie wszystko bierze początek z Miłości i zmierza do Miłości. Tak więc, największym nakazem jest przykazanie miłości Boga i bliźniego.
Nie ma ważniejszego przykazania ponad przykazanie miłości! To jest pierwsze i największe przykazanie. Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził». A Ja wam powiadam: «Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują…»” (Mt 5, 43–48). Miłość, do której wzywa nas Jezus w swojej Ewangelii, stanowiła szczególną wartość Jego życia. To On jest najpełniejszym objawieniem miłości. Bóg jest miłością! Pośród wszystkich słów ludzkich, razem z całym ich bogactwem i ograniczeniami, właśnie słowo miłość pozwala najlepiej wejrzeć w tajemnicę Boga. Miłość jest samą Jego naturą. Wszystko, co Bóg czyni, jest miłością. „Bóg jest miłością, zbawieniem darzy i kocha bardzo mnie dziecię Swe. Więc śpiewaj duszo ma: Bóg jest miłością, Bóg jest miłością, miłuje mnie”.
Wierzymy, że Bóg nas kocha. Ta miłość jest treścią naszej wiary i naszego życia. „Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam” (J 4, 16). Najważniejsze i rozstrzygające jest to, że wiemy, iż Bóg nas kocha. Wierzyć znaczy wiedzieć nie tylko głową, ale i sercem, że Bóg mnie kocha, twórczo, gorąco, niepowtarzalnie, niezawodnie, z szacunkiem. Twórczo: bo z Jego miłości zostałem stworzony; przez Jego miłość jestem tym, kim jestem. Gorąco: bo Jego miłość rozciąga się na to, co we mnie najgłębsze – w czym najbardziej jestem sobą. Niepowtarzalnie: bo Jego miłość ogarnia mnie takim, jakim jestem, a nie takim, za jakiego uchodzę lub chcę uchodzić. Niezawodnie: bo Jego miłość nigdy ze mnie nie rezygnuje. Z szacunkiem: bo istotą miłości jest szacunek; Bóg szanuje mnie jako osobę, a także moją wolność – bardziej niż ludzie; On nigdy ani nie zmusza, ani nie manipuluje.
Bóg nazywa mnie po imieniu. Zna mnie na wskroś, bo przecież ukształtował mnie w łonie matki. Troszczy się o mnie i rozumie w każdym szczególe. Czyta w moich myślach. Odczytuje myśli, wrażenia, uczucia i tęsknoty. Zna radości i rozczarowania, słabości i siłę. Dzieli moje oczekiwania i wspomnienia. Widzi, kiedy się śmieję i płaczę, w chorobie i zdrowiu. Wsłuchuje się w mój głos, w każde uderzenia serca. Nie kocham siebie bardziej niż On mnie kocha. Jak mówił Augustyn, Bóg jest mi bliższy, niż ja sam sobie. Wiara to świadomość tej intymności.
Miłość jest streszczeniem całej Ewangelii. „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35). Miłość jest zatem „sercem” życia chrześcijańskiego; tylko miłość, wzbudzona w nas przez Ducha Świętego, sprawia, że stajemy się świadkami Chrystusa. Ona odróżnia nas jako wyznawców Chrystusa i pozwala zachować chrześcijańską tożsamość. Nie ma dla nas innego znaku rozpoznawczego.
Jeśli wiemy, że Bóg nas kocha, to nie ma przeszkód, byśmy kochali samych siebie. Uczymy się kochać siebie takimi, jakimi jesteśmy, bo to wiara przekonuje o tym, że Bóg nas kocha. Znajdujemy się w drodze do doskonałego szczęścia, ponieważ nie musimy się już martwić o doskonałość i szczęście. Liczy się tylko Jego miłość, Jego wola, On sam. Taka wiara dorównuje doskonałemu wypełnieniu prawa. Wiara w miłość Boga rzeczywiście uwalnia nas od wszelkiego wewnętrznego przymusu i prowadzi do całkowitego oddania. „Nie sądźcie – powiedział Jezus w Kazaniu na Górze – że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5, 17).
Miłość, do której wzywa Chrystus nie jest chwilowym uczuciem, poruszeniem serca, ale oznacza stałe czynienie dobra, jest dawaniem siebie, swoich uczuć i dóbr. Wymaga ofiary, poświęcenia się. Tylko ona buduje i zbawia świat. Jest możliwa, bo została rozlana szeroko w sercach ludzkich przez Ducha Świętego, który w nas mieszka. Dlatego powiedział Chrystus: „Będziesz miłował Pana Boga swego całym sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem” (Mt 22, 36). Bez miłości Boga życie człowieka jest pozbawione sensu.
Prawdziwie miłujemy Boga, zachowując wszystkie Jego przykazania. „Jeśli chcesz być szczęśliwy, zachowuj przykazania Boże” – rzekł Chrystus młodemu człowiekowi. Miłość do Boga objawia się w modlitwie. Chrystus powiedział: „Proście, a będzie wam dane, kołaczcie, a otworzą wam, szukajcie, a znajdziecie” (Łk 11, 9). Nieroztropny, wręcz niemądry jest człowiek, który – zrażony kołataniem do ludzkich drzwi – nie chce pukać do Boga. Wyrazem miłości, wdzięczności, jak i gorliwości jest więc praktykowanie modlitwy. Jesteśmy w niej cali dla Boga. Swoją postawą wyrażamy wdzięczność i miłość.
Modlitwa jest odpowiedzią na łaskę otrzymaną od Boga. Trwanie w medytacji pozwala być coraz bardziej całym dla Boga, tak jak On jest cały dla nas. Zawsze i wszędzie. Modlitwa jest zatem szkołą miłości. Tę szkołę w naszym sercu inicjuje, prowadzi i pogłębia sam Duch Święty. Im głębiej poddamy się natchnieniom Ducha Świętego, tym bardziej będzie On nas pouczał o tym, że jesteśmy kochani i jesteśmy też zdolni, by całym sercem Pana Boga kochać.
Najpiękniejszą modlitwą jest Eucharystia – to dar, jaki Jezus Chrystus czyni z samego siebie, objawiając nieskończoną miłość Boga wobec każdego człowieka. W tym przedziwnym sakramencie objawia się miłość największa, ta, która przynagla, by „życie swoje oddać za przyjaciół swoich” (J 15, 13). Eucharystia jest szkołą miłości i solidarności. Ten, kto żywi się Chlebem Chrystusa, nie może pozostać obojętny na będących w potrzebie. Msza św. ma stanowić centrum życia człowieka wierzącego, bez niej nie można być chrześcijaninem.
Miłość do Boga wyraża się najpełniej w miłości do bliźniego. Nie można kochać Boga, nie kochając człowieka. Dlatego Chrystus powiedział stanowczo: „Będziesz miłował bliźniego swego...”. On dał nowe przykazanie, abyśmy się wzajemnie miłowali (J 13, 24). Powiedział także: „jak ja was umiłowałem [...] miłujcie się wzajemnie”. Istnieje więc nierozerwalny związek między miłością Boga i bliźniego, i to tak silny, że mówienie o miłości Boga staje się kłamstwem „jak cymbał brzmiącym”, jeśli człowiek zamyka się na bliźniego czy wręcz go nienawidzi. Miłość bliźniego jest drogą do spotkania Boga, a zamykanie oczu na bliźniego czyni człowieka ślepym na Boga. Krótko i zwięźle wyraził to św. Bernard: „Kochamy, bo jesteśmy kochani; i dlatego, że kochamy, stajemy się godni większej miłości”.
Miłość jest nie tylko największym przykazaniem, ale i najważniejszym obowiązkiem wyznawcy Chrystusa. Rozumieli to pierwsi chrześcijanie. Poganie, obserwując ich, mówili: „Patrzcie, jak się wzajemnie miłują i są gotowi umrzeć jeden za drugiego”. Ich miłość była najmocniejszym dowodem na boskie pochodzenie religii chrześcijańskiej. Jezus wzywa nas do realizacji przykazania miłości. Mamy miłować innych, tak jak On nas umiłował.
Miłość bliźniego to także sposób bycia człowiekiem i w konsekwencji sposób naszego działania. Oczywiście, na co dzień miłość do drugiego człowieka, zwłaszcza spoza kręgu na-szych bliskich czy grona przyjaciół, nie przychodzi łatwo. Czasem tłumaczymy się i szukamy różnych argumentów, aby usprawiedliwić brak miłości do bliźnich. Nieraz stwierdzamy, że ktoś po prostu nie zasługuje na naszą miłość. Podkreślamy, że ona wymaga zbyt dużego po-święcenia kosztem własnego życia i szczęścia. Papież Franciszek uważa jednak, że w życiu chrześcijańskim nie miejsca na egoizm czy jakiekolwiek wyrachowanie.
Jeśli ktoś skarży się, że nie odczuwa bliskości Boga, że doznaje wątpliwości w wierze, to czy źródła tego nie należy szukać w braku miłości? Miłość nieraz załamuje się na drobiazgach. W złym nastroju nie stać nas na uśmiech, dobre słowo, gest uprzejmości. Wskutek uprzedzeń nie kochamy ludzi. Wystarczy, że ktoś się zrazi do drugiego, z łatwością przenosi to na innych. Miłości trzeba się uczyć, co wymaga wysiłku i ofiary. Ten, kto kocha, gotów jest nawet na śmierć, czego przykład dał św. Maksymilian. Gdy Matkę Teresę z Kalkuty zapytano: „Z jaką najgroźniejszą chorobą spotykasz się wśród chorych, których pielęgnujesz?” – odpowiedziała: „Najgroźniejszą chorobą nie jest nowotwór, nie jest trąd, czy gruźlica, lecz jest nią na pewno brak miłości. To straszna choroba czuć się niekochanym, wzgardzonym, odrzuconym”.
Coraz więcej wśród nas ludzi nieszczęśliwych i zrozpaczonych. Ludzie zrozpaczeni to prawie zawsze ci, którym nie udało się spotkać miłości. I to nie takiej, o której śpiewali w młodości, ale prostej, codziennej, która daje prawo do obcowania z innymi. Ludzie najbardziej nieszczęśliwi to ci, których nikt nie nauczył miłości człowieka. Wcześniej czy później dopełnia się pustka beznadziejności. Nadziei człowieka na miłość nie wypełni żadna instytucja. Najlepiej zorganizowane szpitale, domy starości, domy dziecka nie zastąpią człowieka, jego serca i miłości. Gdyby ludzie żyli miłością Boga i człowieka, nie byłoby tyle smutku i zwątpień. Nie byłoby więzień i obozów, zakładów poprawczych. Nie byłoby wojen światowych i lokalnych. Gdyby była miłość, ludzie wiedliby życie szczęśliwe.
Wyjątkowo pilnie potrzebna jest obecnie miłość „łaskawa”, czyli szczodra, twórcza, serdecznie otwarta na braci słabszych, niżej stojących w hierarchii kościelnej czy społecznej, która nie piętnuje i nie potępia osób o innej nieco wrażliwości społecznej czy politycznej. Równie potrzebna jest miłość, która „nie szuka swego”, a więc nie obraża się, nie stawia własnego dobra wyżej niż dobro brata czy wspólnoty, skłonna do dialogu i rozumnego rozwiązywania zagmatwanych spraw, dostrzegająca w słowach i czynach brata dobrą wolę nawet wtedy, gdy na pierwszy rzut oka jej nie widać. Wreszcie, konieczna jest dzisiaj miłość braterska, która współweseli się z prawdą. Nie poprzestaje na odczuciach i formach zewnętrznych, ale szuka prawdy o rzeczywistości kościelnej i braterskiej, o problemach, faktach czy wydarzeniach. Nie uważa prawdy, choćby bolesnej, za wrogą i nie zamyka się na nią.
Na mocy chrztu św. należymy do wspólnoty Kościoła, jesteśmy takimi samymi człon-kami, jak inni ochrzczeni, ale tym, co nas powinno wyróżniać, jest realizacja miłości Boga i bliźniego. Kościół, w służbie którego się znajdujemy, jest wspólnotą miłości. Tak jak bez miłości nie ma Kościoła, tak też bez niej nie ma wspólnoty Akcji Katolickiej. Miłość nadaje sens naszemu życiu, przynależności do stowarzyszenia i naszej apostolskiej aktywności. Z niej rodzi się pragnienie szczerej i ofiarnej służby Kościołowi i światu. Akcja Katolicka, by się rozwijać, też potrzebuje miłości. Współcześnie, gdy kontakt z drugim człowiekiem zastępuje wirtualna rzeczywistość, ważny jest osobisty kontakt.Każdy członek stowarzyszenia powinien czuć się przyjęty z miłością i doceniony. Miłość musi być obecna w naszym życiu i aktywności apostolskiej. Wszystko, czym żyjemy i co robimy, powinno mieć swoje zakorzenienie w miłości.
Wspólnota Akcji Katolickiej jest potrzebna Kościołowi, jest też potrzebna wiernym świeckim, którzy są Kościołem i są za niego współodpowiedzialni. Tworzą ją ludzie, którzy potrafią i chcą przeżywać swoją wiarę refleksyjnie, w głębokim ewangelicznym zanurzeniu. Należą do niej ludzie wrażliwi na los otoczenia i potrafiący tę nieobojętność zamienić w skuteczne działanie. Zachwyceni wizją Kościoła służebnego i braterskiego czynią doprawdy wiele, gdy zważymy często skromne możliwości. Wiedzą, że należy być wrażliwym na drugiego człowieka i nie wykluczać nikogo. Należy okazywać sobie wsparcie i solidarność. Każdy członek Akcji Katolickiej powinien się zdobywać na proste gesty życzliwości: dobre słowo czy uśmiech. Nasze słowa, gesty i czyny powinny rodzić się z miłości i być jej wyrazem. Takie życie, taka postawa miłości i służby, taka hojność serca zbliżają nas do Serca Boga, w którym jest miejsce dla wszystkich. Jeśli Akcja Katolicka chce mieszkać w sercu dobrego Boga i należeć do Kościoła, musi żyć miłością i ją praktykować. Odejście od niej byłoby katastrofą. Jeśli zaś będziemy autentycznie żyć miłością i o niej świadczyć życiem, zostaniemy zaskoczeni jej wspaniałym rozkwitem i owocowaniem.
Akcja Katolicka powinna stać się szkołą miłości dla innych. Uczenie miłości drugich nie jest procesem spontanicznym ani łatwym. Miłość jest najtrudniejszym ze wszystkich sposobów korzystania z wolności. Zadaniem chrześcijan jest uczenie miłości nieodwołalnej i ofiarnej, a jednocześnie mądrej, kompetentnej. Verba docent, exemplatrahunt – (’słowa uczą, przykłady pociągają’. Można dużo mówić, opowiadać, pouczać dzieci czy wnuki, jednak bez własnego świadectwa życia będzie to niewiele warte i szybko uleci z pamięci. Dzieci i wnuki są doskonałymi obserwatorami i chętnie powielają to, co widzą i słyszą w wykonaniu rodziców i dziadków. To nas powinno motywować do wytężonej pracy nad postawą wobec otaczającego nas świata. Najczęstszym błędem jest ograniczanie się do słów, kiedy najważniejszy jest przykład.
Akcja Katolicka, której centrum życia powinna stanowić miłosierna miłość Boga, staje się szkołą autentycznych postaw chrześcijańskich, bo miłosierdzie jest istotnym elementem kształtującym stosunki międzyludzkie w duchu poszanowania godności człowieka i odkrywania jego zdolności czynienia dobra. Dlatego jej członkowie powinni w działaniu uobecniać solidarną miłość Boga, przywracać nadzieję tym, których dotyka ubóstwo duchowe i materialne. Wyrazem tej wyobraźni miłosierdzia są istniejące w niej osoby, które podejmują dzieła czynnej i konkretnej miłości bliźniego, dążące do tego, aby w każdej wspólnocie chrześcijańskiej ubodzy czuli się jak u siebie w domu. Działania te przyczyniają się do dopełniania miłosierdzia słów miłosierdziem czynów.
Charytatywna działalność musi w jakiś sposób uczynić Boga żywego widzialnym. Po-sługa wobec ubogich jest autentycznym owocem spotkania człowieka z Bogiem. Apostolstwo miłosierdzia w wymiarze czynów miłosierdzia musi zawsze odwoływać się do tego podstawowego doświadczenia miłości w Chrystusie, by miłosierdzie nie stało się filantropią lub nie zostało zastąpione sprawiedliwością społeczną.
Drodzy bracia i siostry, w okresie Wielkiego Postu, w którym przygotowujemy się do obchodów wydarzenia krzyża i zmartwychwstania, przez które Miłość Boża odkupiła świat i oświeciła historię, życzę wam wszystkim, abyście przeżywali ten cenny czas, ożywiając wiarę w Jezusa Chrystusa, aby wejść w krąg Jego miłości do Ojca i do każdego brata i każdej siostry, których spotykamy w naszym życiu! Zróbmy wszystko, aby Akcja Katolicka była wspólnotą miłości i stawała się szkołą miłości dla innych. Jeśli tak będzie, pozostaniemy spokojni o jej przyszłość i własną także. Tylko w miłosiernej miłości Boga, tylko w Jego łaskawości jest nasze dziś i przyszłość wieczna. Amen.